Krywań 12.08.2023 r.
Po wielu pochmurnych i deszczowych dniach pogoda na weekend nareszcie zapowiada się świetnie, więc w sobotę (12.08.2023 r.) ponownie wyruszamy w Tatry Słowackie.
Tym razem celem naszej wycieczki jest Krywań. Wyjeżdżamy wcześnie, o 3.00 w nocy, a na miejsce docieramy ok. godziny 8.00. Wszystkie miejsca parkingowe są już zajęte, więc spodziewamy się, że wielu turystów postanowiło spędzić sobotę tam gdzie my. Kupujemy pamiątkowe magnesy, przybijamy pieczątki i o 8.15 startujemy zielonym szlakiem z miejsca Bývalá Važecká Chata. Po chwili dostrzegamy w oddali wierzchołek Krywania, więc przyspieszamy kroku. Szybko docieramy do pierwszego punktu zwanego Tri Studničky, skąd szlak zaczyna piąć się w górę. Raz bardziej stromo, po chwili nieco łagodniej i znowu stromo – nic dziwnego, bo do połączenia szlaku zielonego z niebieskim, który ma nas zaprowadzić na szczyt, mamy ponad tysiąc metrów przewyższenia. Powoli nabieramy wysokości, a naszym oczom ukazują się coraz piękniejsze widoki. Docieramy do Krivánskego žlabu na wysokości 2120 m, robimy krótka przerwę i rozpoczynamy atak szczytowy, gdzie według oznaczeń mamy dotrzeć za 1,15 godz., pokonując ponad 350 m przewyższenia. Stąd zaczyna się poważna wspinaczka. Na szlaku mnóstwo turystów, również z Polski, miejscami trzeba bardzo uważać przy rozmijaniu. Wierzchołek Krywania raz chowa za chmurą, raz odsłania, pokazując nam swoją niesamowitą potęgę. Po mozolnej wspinaczce w końcu docieramy na szczyt!
Krywań (słow. Kriváň, 2495 m) to jeden z najbardziej charakterystycznych szczytów Tatr i jednocześnie święta góra Słowaków. O tym, jak ważne jest to miejsce dla naszych sąsiadów, mogą świadczyć tzw. národné výlety, czyli organizowane coroczne narodowe wejścia. Krywań jest symbolem odrodzenia narodowego Słowacji i budowania tożsamości narodowej Słowaków. Cała historia ma początek w XIX w. 16 sierpnia 1841 roku młody ewangelista Ľudovít Štúr wraz z grupą młodzieży wszedł na szczyt Krywania. Była to pewna forma manifestacji patriotyzmu. Wydarzenie to okazało się tak ważne, wręcz symboliczne, w budzeniu świadomości narodowej, że od tej pory, corocznie odbywają się tzw. národné výlety, czyli narodowe wejścia. Organizowane są w rocznicę tego pierwszego, historycznego i jest to 3 weekend sierpnia, najczęściej w okolicach 16 sierpnia. Ta informacja wyjaśnia nam tłumy turystów na szczycie. Widzimy Słowaków w pamiątkowych koszulkach, strojach ludowych, serwujących za tzw. wolne datki kiełbaski i czapowane piwo (niestety ciepłe) oraz oferujących gadżety upamiętniające kolejne narodowe wejście. Na szczycie czekamy w kolejce, by zrobić pamiątkowe zdjęcia przy krzyżu i rozsiadamy się na dłużej. Z każdej strony rozciągają się wspaniałe panoramy i widoki. Jest po prostu cudownie! Czas szybko mija, a przed nami jeszcze trudne i mozolne zejście. Ale przecież mamy wspaniałych kolegów, którzy bardzo nam pomagają i asekurują. By zdobyć górę, trzeba nie tylko na nią wejść, ale też i zejść. Wracamy do Krivánskego žlabu, gdzie szlak zdecydowanie łagodnieje i w końcu możemy powiedzieć, że zdobyliśmy narodową górę Słowaków. Po krótkim odpoczynku i posiłku zadowoleni i szczęśliwi schodzimy niebieskim szlakiem. Przez całą drogę podziwiamy piękne widoki, a słońce mocno grzeje. Mijamy Jamski Staw i kończymy naszą wędrówkę w Bielym Vahu. Cała wyprawa zajęła nam 10 godzin. Wsiadamy do busa i wyruszamy w drogę powrotną. Zatrzymujemy się w Rytrze na późną obiadokolację i docieramy na miejsce koło północy. To był niezapomniany dzień, pełen niesamowitych wrażeń.
Tekst i zdjęcia Angelika
Komentarze zablokowane.




























































