Słowacki Raj – relacja

16 maja 2018

Hasło: – „jedziemy do raju” zrobiło wrażenie. Rozbudziło wyobraźnię, spowodowało, że czas zaczął płynąć wolniej. Zaczęto więc przygotowywać „niezbędniki” – komplet listków figowych, koszyki na jabłka, rozmówki, by porozmawiać z wężem – sceptycy (tzn. reszta, czyli wszyscy) zabrali jednak ze sobą dodatkowo mocne buty, ciepłą odzież, przeciwdeszczowe okrycia , plecaki – oraz na wszelki wypadek pewną sumę euro, w końcu to Słowacki Raj.

W sobotę 9-tego czerwca o godz. 5-tej rano luksusowy autobus zabrał nas w tą oczekiwaną podróż. Na miejscu – w Podlesok – okazało się, że ten „Raj” to po prostu (choć jakże NIEZWYKŁY ) – rezerwat przyrody, PARK NARODOWY

„Nie daliśmy się jednak rozczarować”, wybraliśmy trasę w kierunku Suchej Beli i… w drogę. Zarówno pogoda, okolica, jak i zaufanie do organizatorów wyprawy pozwalały mieć nadzieję na miłe wrażenia i niebanalne przeżycia. Początek trasy był jak „pocałunek na dzień dobry”. Wygodna, choć kamienista droga korytem strumyka, przyjemny szmer czystej jak kryształ wody. Po obu stronach wysokie wapienne skały porośnięte mchem, bujną zielenią drzew i paproci oraz wilgotne rześkie powietrze – jak w raju… Jednakże z czasem „zaczęły się schody”, cały arsenał pomysłowości człowieka, by umożliwić skuteczne oraz bezpieczne pokonywanie tej „(ju)rajskie” przestrzenie.

Tak więc bez względu na płeć, wiek i urodę zdobywaliśmy sprawności komandosów hartując swe męstwo, „damstwo” i ducha, wykorzystując przedziwne (niczym leżące drabiny} mostki,

wdrapując się po –nieraz – bardzo wysokich metalowych lub drewnianych drabinkach, klejąc się na stupaczkach (metalowych ażurowych platformach) kilkanaście metrów nad wodą do pionowych ścian, ściskając w dłoniach asekuracyjne łańcuchy – wciąż w otoczeniu niesamowitego zielonego szaleństwa, bieli ogromnych wapiennych skał, mnóstwa spadających obok wodospadów, ponad spokojniejszymi nieco w dole potokami.

Po przejściu tego wąwozu dotarliśmy do polany Klasztorisko z ruinami klasztoru kartuzów z końca XIII w. oraz schroniskiem turystycznym, w którym można było pożywić się i odpocząć. Tego dnia udało się nam jeszcze zwiedzić niezwykle malowniczy wąwóz „Mały Kisiel” i ze względu na pogarszającą się pogodę musieliśmy zakończyć naszą przygodę.

Słowacki Raj to olbrzymi płaskowyż pocięty głębokimi dolinami, wodospadami… Wąwozów, zwanych roklinami, jest tu bardzo dużo i każdy posiada swój niepowtarzalny urok oraz różny stopień trudności. Przy odrobinie wysiłku można opracować własną trasę, która może usatysfakcjonować wszystkich, łącznie z dziećmi. Odczuwaliśmy tu bardzo miłą atmosferę, która udzielała się wszystkim, dostrzegaliśmy też czystość i dbałość o potrzeby i oczekiwania turystów. Czy więc można nazwać to miejsce „rajem”? Nie wiem, ale chciało by się tu jeszcze wrócić…

Fot. oraz tekst Anna i Ryszard D.

Komentarze zablokowane.


Powered by http://wordpress.org/ and http://www.hqpremiumthemes.com/