Bieszczady (11.07.2026 r.)
,,Na Bieszczady nie ma rady…”- no nie ma! Trzeba iść , patrzeć , oddychać , śmiać się i doświadczać całym serduchem . Mimo, że niebo straszyło i groziło, pogoda na wędrówkę była wymarzona. A Bieszczady robiły co mogły żeby jeszcze bardziej je pokochać . Las w majowej , a nie letniej zieleni, jeszcze ukwiecone i pachnące łąki- no ,,…dzień jak marzenie…” A deszczyk , który popadał przez moment, tylko schłodził rozgrzane marszem głowy. Wyruszyliśmy Doliną Łopienki do cerkwi w Łopience, później przez Przełęcz Hyrcza, która wiodła leśnymi szlakami i ścieżkami wśród łąk kierowaliśmy się na szczyt Korbani. Niedźwiedzie w bieszczadzkich lasach mają się dobrze. Co chwilę mijaliśmy pozostawione w błocie ślady łap , ale na widok dużej grupy wesoło śpiewającej wszystkie znane piosenki o misiach, dzwoniącej dzwoneczkami i gwiżdżącej na ich cześć, wolały pozostać w ukryciu (na szczęście ). Z platformy na szczycie Korbani podziwialiśmy przepiękne widoki, aż po widniejące w dali Jezioro Solińskie . Droga powrotna prowadziła szlakiem do Bukowca, gdzie czekał na nas busik z naszym sympatycznym kierowcą Piotrem. Króciutki przejazd do wiaty w Otoczarni- a tam ognisko , kiełbaski, swojski smalec i chlebek , pyszne ciasteczka (dzięki Becia), gitary i śpiewanie (niedźwiedzie nie wyjdą tam przez kilka dni ). Do zobaczenia następnym razem .
Tekst:W.W.
Zdjęcia: Angelika D., Wiola i Robert W., Beata W.
Komentarze zablokowane.







































































